Odpowiedź nadeszła, nieco niespodziewanie, z kuchni. Znasz to uczucie lekkiego pieczenia lub mrowienia w ustach po zjedzeniu zbyt dużej ilości ananasa? Odpowiada za nie enzym zwany bromelainą, który rozkłada struktury białkowe – w tym te, z których zbudowany jest biofilm bakteryjny.
Naukowcy odkryli, że po poddaniu tego enzymu procesowi liofilizacji (suszenia sublimacyjnego) jego skuteczność znacząco wzrasta. W warunkach laboratoryjnych okazał się on zdolny do rozbicia znacznej części struktury biofilmu, umożliwiając organizmowi naturalne usunięcie jego pozostałości.
Warto pamiętać: wyniki badań naukowych i klinicznych nie gwarantują identycznych rezultatów u każdej osoby. Każdy organizm reaguje inaczej, a w przypadku utrzymujących się lub nasilonych objawów, pierwszą właściwą decyzją jest zawsze wizyta u lekarza pierwszego kontaktu lub ginekologa.
Jednak rozbicie biofilmu to tylko połowa sukcesu. Po usunięciu tej warstwy konieczne jest przywrócenie zdrowej równowagi bakteryjnej; w przeciwnym razie przestrzeń ta zostanie ponownie zasiedlona przez te same bakterie. Nie każdy probiotyk nadaje się do tego celu – potrzeba szczepu, który przetrwa w panującym środowisku i utrzyma pH na właściwym poziomie przez dłuższy czas. Takim szczepem jest *Bacillus coagulans* – probiotyk tworzący przetrwalniki, który zachowuje aktywność przez długi czas, zamiast zostać wypłukanym z organizmu po zaledwie kilku dniach.
Na czym polega różnica? Większość produktów koncentruje się tylko na jednym z dwóch etapów: albo na obniżeniu pH, albo na dostarczeniu korzystnych bakterii. Żadne z tych podejść nie prowadzi do rozbicia samego biofilmu. Bez tego kroku warstwa ta po prostu odrasta – niezależnie od tego, jak skuteczny jest dany produkt.